środa, 20 sierpnia 2014

Chapter 32

 ***Tydzień później***
  Przez ten tydzień nie postanowiłam nic. Miałam w głowie wiele pomysłów, ale jak przychodziło co do czego nie miałam odwagi ich zrealizować. Moi przyjaciele próbowali mnie namówić do jakiegoś działania, jednak bezskutecznie...
   Obudziło mnie pukanie do drzwi. Selena i Justin wyjechali do rodziców Justina, więc mi przypadło otwarcie drzwi. Kiedy wyszłam z łóżka powitał mnie chłodny podmuch wiatru. Chwyciłam szybko bluzę, którą wczoraj wczoraj zostawiłam na krześle i zbiegłam na dół. Zastanawiałam kto może się dobijać o tak wczesnej porze.
  Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam kobietę ubraną elegancko. Blond włosy miała krótko obcięte. Na pierwszy rzut oka była dla mnie nieznajoma, jednak w jej twarzy było coś znajomego.
- Dzień dobry. - przywitałam się
- Nie poznajesz mnie, prawda?
- Kim pani jest?
- Czyli jednak. - powiedziała bardziej do siebie niż do mnie
- Przypominam pani, że oczekuję odpowiedzi. - powiedziałam trochę niegrzecznym tonem
- Twoją matką. - powiedziała patrząc mi prosto w oczy
  Zamarłam. Nie taką mamę zapamiętałam. Długie brązowe włosy zazwyczaj miała upięte w niechlujną kitkę, a ubrana byłą zwykle w dresy. lub jak chodziliśmy na jakieś uroczystości rodzinne to ubierała się trochę bardziej elegancko, ale nigdy tak, ponieważ zwyczajnie nie było nas na to stać. Gdyby nie znajome rysy twarzy wzięłabym ją za oszustkę.
- Wejdź. - powiedziałam oschłym tonem
  Mama wykonała moje polecenie. Weszłyśmy do salonu i usiadłyśmy na kanapie.
- Napijesz się czegoś? - mimo że przede mną stała "cudownie zmartwychwstała osoba" nie zapominałam o dobrych manierach
- Wodę, proszę. - odpowiedziała z uśmiechem
  Wstałam i poszłam do kuchni. Wyciągnęłam szklankę i wlałam do niej wodę z plastikowej butelki. Kiedy wróciłam zajęłam swoje poprzednie miejsce stawiając przed moja mamą szklankę.
- Co ci się stało? - spytałam prosto z mostu
- Trochę długa historia. - powiedziała
- Mam czas.
- Może jednak ci to skrócę...
- Jak wolisz. - przerwałam jej
- Wyszłam za mąż po raz drugi.
- Naprawdę wielki skrót. - powiedziałam
- Od kiedy zrobiłaś się taka wredna? - powiedziała z wyrzutem
- A kiedy ty zmartwychwstałaś? - trochę mnie już ponosiło
- Napisałam ci, że uciekłam przed ojcem.
- Tylko dlaczego? Przed twoją rzekomą śmiercią byliśmy idealna rodziną.
- Z twojego punktu widzenia tak było.
- To może oświecisz mnie jak było z twojego punktu widzenia.
- To zbyt bolesne wspomnienia. - odwróciła wzrok
- Po co przyjechałaś? - powiedziałam spokojnym, lecz nadal oschłym tonem,
- Chciałam się z tobą spotkać, porozmawiać. - do jej oczu napłynęły łzy - Kochanie, stęskniłam się za tobą.
  Położyła mi ręce na policzkach. Przez chwile patrzyłyśmy sobie prosto w oczy.  Wróciły wszystkie wspaniałe lata z dzieciństwa. Wszystkie rodzinne spacery, wycieczki, urodziny. Do moich oczu napłynęły łzy. Cieszyłam się, że widzę mamę, ale nie potrafiłam jej wybaczyć, że mnie zostawiła.
- Przepraszam. - powiedziała drżącym głosem
- Chciałabym ci wybaczyć, ale nie potrafię. Przez tyle lat żyłam w świadomości, że już nigdy cię nie zobaczę, a tu nagle ten list, a potem pojawiasz się ty kompletnie odmieniona. - powiedziałam tym samym głosem co ona - Może kiedyś, ale na pewno nie teraz, nie w tym momencie.
- Rozumiem cię. - otworzyła torebkę i wyciągnęła małą prostokątną kartkę - To jest moja wizytówka, jeśli będziesz chciała ze mną porozmawiać, zadzwoń. Będę czekać na telefon o każdej porze dnia i nocy.
  Przytuliła mnie jeszcze i bez słowa wyszła. przyjrzałam się jej wizytówce. Pisało na niej Aneta Zaczkiewicz, więc tak ma teraz na nazwisko. Wstałam i poszłam do kuchni i zaparzyłam sobie herbaty, żeby się rozgrzać. Kiedy już wróciłam do salonu chwyciłam laptop i go włączyłam. Po uruchomieniu systemu weszłam w wyszukiwarkę i wpisałam imię i nazwisko mojej matki.
  Miałam na jej temat, a raczej na temat jej nowego męża bardzo interesującą lekturę. Okazało się, że był szanowanym prawnikiem oraz właścicielem najlepszej kancelarii w Polsce. Z mamą ożenił się po raz drugi, po śmierci swojej pierwszej żony. Ze swoją pierwszą żoną miał syna, który obecnie był w moim wieku, ale rocznikowo był rok starszy.
  Po przeczytaniu wszystkiego co powinnam wiedzieć, postanowiłam pójść w odwiedziny do mojego brata. Wiedziałam, że ma dyżur w szpitalu, więc tam postanowiłam się udać z wizytą.
  Poszłam do swojego pokoju i wybrałam ciepłe ciuchy z racji tego, że dzień był chłodniejszy niż zwykle. Spowodowane to było zbliżającym się listopadem.
  Po dojściu do szpitala szybko znalazłam oddział chirurgiczny, na którym ordynatorem był mój brat. Weszłam do pokoju lekarzy gdzie głowił się nad zdjęciami z rentgena.
- Co tam masz? - spytałam stając obok niego
-Ostre bóle brzucha po lewej stronie podbrzusza, nasilający się pod wpływem ucisku, sztywność mięśniowa w punkcie Mc Burneya*, gorączka trzydzieści dziewięć stopni i wymioty. Do tego zdjęcie nie jest oznaczone.
- Gdyby nie ból po lewej stronie powiedziałabym, że to zapalenie wyrostka robaczkowego.
- Właśnie. Tylko to się wyklucza. - wzięłam zdjęcie z rentgena pod światło i wpadłam na pewien pomysł
- Spójrz tutaj. - położyłam zdjęcie przed nikt i wskazałam na prawą stroną - To serce, jest po prawej stronie, a pacjent odczuwa ból po lewej stronie, a to może znaczyć tylko jedno...
- Że ma odwrócenie trzewi**. Kamila jesteś genialna. - prawie wykrzyknął
- Możesz mi to częściej mówić, ale bierz ją od razu na blok.
- Pogadamy po operacji, dobra?
- Będę czekać tu lub w barze.
- Okey. - powiedział wychodząc
  Kiedy on wychodził do pokoju wszedł inny lekarz. Wyglądał na jakieś pięćdziesiąt lat na nosie miał okulary.
- Przepraszam, czy pani jest lekarzem? - spytał
- Nie pracuję w swoim zawodzie, ale mam skończone studia medyczne. - odpowiedziałam
- A jaka specjalizacja?
- Chirurgia. - powiedziałam
- Rozumiem, że pani jest siostrą doktora Damiana? - jego ton bardziej odpowiadał stwierdzeniu niż pytaniu
- Zgadza się. Widzę, że mój brat o mnie wspominał.
- Mówił tylko, ze ma siostrę, która także ma wykształcenie medyczne.- poinformował mnie - Nie chciałaby pani może rozpocząć tutaj pracy.
  Trochę zdziwiła mnie jego propozycja. Pierwszy raz rozmawiałam z tym człowiekiem, a ten od razu proponuje mi pracę.
- Mogłabym to przemyśleć?
- Oczywiście. - uśmiechnął się promiennie, wydawał się być bardzo sympatyczny
- Dziękuję. - powiedziałam odpowiadając mu uśmiechem - Ja już pójdę Do widzenia.
- Mam nadzieję, że do zobaczenia.
  Wyszłam z pokoju lekarskiego i skierowałam się do kawiarenki, która znajdowała się na parterze. Zamówiłam kawę i kawałek sernika. Po godzinie przyszedł mój brat, zamówił sobie kawę i usiadł koło mnie.
- Aż tak ci się nudzi bez Seleny i Justina, że aż przychodzisz mnie odwiedzić?
- Kendall pojechał z rodziną za miasto, Miley i Harry mają zjazd rodzinny, więc chcąc nie chcą zostałeś mi ty.
- Dzięki, więc  powiedz jak ci minął poranek? - spytał biorąc łyk kawy
- Miałam bardzo sympatyczne spotkanie z moją mamą. - o mały włos nie wypluł tej kawy na mnie
- Twoja mama? Co ona robi w Londynie?
- Powiedziała, że chciała się ze mną zobaczyć, bo się za mną stęskniła. - powiedziałam
- Ciekawe. - skomentował
- W ogóle jej nie poznałam. Widziałeś ją na zdjęciach. Teraz ma krótkie blond włosy.
- To jej zdjęcie stało na szafce w twoim pokoju? - spytał dla pewności
- Tak. Najlepsze jest, że teraz jest żoną najlepszego prawnika w Polsce. - chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu dźwięk telefonu
- Przepraszam, ale muszę wracać. - powiedział
- Nie ma sprawy.
- Widzimy się jutro?
- Jeśli nie masz dyżuru.  - przytuliliśmy się i wyszedł
  Dopiłam jeszcze kawę i wyszłam. Wróciłam do domu. Nie miałam zbytnio co robić dopóki nie wróci Selena z Justinem, więc wzięłam się za sprzątanie. Po trzech godzinach dom błyszczał.
  Usłyszałam dźwięk, który wydaje wkładany klucz do zamka. Po chwili ujrzałam Selene i Justina, załadowani byli różnymi torbami.
- Jezu, widzę, że twoja mama dała nam zapas prowiantu na cały rok. - pomogłam im wnieść torby do kuchni
- Może nie na rok ale, na bardzo długo. - powiedział Justin
- Tylko, ze to my będziemy stały nad garami. - pożaliła się Selena
- Wierzę w was. - powiedział Justin - A teraz dobranoc.
  Poszedł na górę. Razem z Seleną zaczęłyśmy układać wszystko na półkach.
- Jak minęła ci wizyta u rodziców Justina? - spytałam
- Wiadomo jak mijają wizyty u rodziców swojego męża. - zaśmiałyśmy się - A jaki ci minął dzień?
- Nudno. Bez ciebie, Miley, Kendalla został mi tylko Damian. -
- Gdyby Miley była na twoim miejscu była by bardzo pocieszona.
- Trzeba coś zrobić. Ich do siebie ciągnie co widać na kilometr, a i tak nie są razem.  - powiedziałam
- Ja wolę to zostawić. Znam Miley dłużej od ciebie i raczej nie jest osobą, która szuka pomocy w sprawach sercowych. Woli radzić sobie sama.
- Skoro tak mówisz.
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem zmęczona i kładę się spać.
- Ja jeszcze chwilę zostanę.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
  Zapażyłam sobie herbaty i usiadłam w salonie. Włączyłam sobie jakieś stare seriale. Po pół godzinie wyłączyłam telewizor i poszłam na górę. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać.
___________________________________________________________________
*Punkt Mc Burneya - znajduję się w połowie drogi między górna częścią kolca biodrowego, a pępkiem
** Odwrócenie trzewi - Nieprawidłowe ułożenie narządów w obrębie klatki piersiowej i jamy brzusznej

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej. To chyba najdłuższy rozdział jaki dotychczas napisałam na tym blogu. Mam nadzieję,że wam się podoba. Czekam na opinie w komentarzach.

piątek, 1 sierpnia 2014

Chapter 31

Kochanie!
  Wiem co będziesz czuć czytając ten list.
  Chciałam Ci tylko powiedzieć, że ten cały wypadek, cała moja śmierć to fikcja. Musiałam coś wymyśleć, żeby uciec od ojca. Nie postąpiłam jak prawdziwa matka zostawiając Cię samą z tym potworem, ale twój tata nie dawał mi żyć.
  Wrzucam ten list do skrzynki Twojego brata, ponieważ nie znam Twojego obecnego adresu. Piszę go z nadzieją, że mi wybaczysz i się ze mną spotkasz.
                                                 Kocham Cię.
                                                      Mama"
  Na dole był jescze podang adres.
  Na samym początku listy rozpoznałam ten charakter pisma. Moja matka lubiła pisać bajki, które później mi czytała. Oczywiście pisała je własnoręcznie, ponieważ nie przepadała za nowinkami technicznymi.
  Przeczytałam list dwukrotnie nie mogąc uwierzyć w jego treść. Moja mama żyje i jest zdrowa. Przynajmniej tak mi się zdaje skoro nic nie napisała. Jako powód swojego zniknięcia podała przymus ucieczki od ojca, ale to znaczy, że on wszystko wiedział.
  Przed oczami staneła mi scena pogrzebu mojej matki. Wszyscy członkowie mojej rodziny, zebrani w kościele i ubrani w żałobne barwy. Tata powiedział, że pogrzeb jest zorganizowany przy zamkniętej trumnie, ponieważ uważa, że wszyscy powinniśmy zapamiętać mamę taką jaka była na codzień. Teraz znałam prawdziwy powód zamknięcia trumny. Chowaliśmy wtedy... no właśnie nie wiadomo kogo. Czy jakąś obcą nam osobę, czy może to poprostu była pusta trumna, ale skoro mój ojciec znał prawdę to czy reszta rodziny też?
  Z zamyślenia wyrwało mnie dopiero zabranie mi listu przez Kendalla.
- I tak nie zrozumiesz. Jest po polsku. - powiedziałam, patrząc przed siebie
- To może powiesz nam od kogo masz ten list? - spytał blondyn
- Od mojej matki. - powiedziałam
- Co? - spytała cała trójka równocześnie
  Przeczytałam im treść listu, oczywiście po angielsku. Byli tak samo zszokowani jak ja.
- Czyli twoja matka żyje, a "umarła", żeby uciec od twojego ojca? - spytał Damian
- Na to wygląda. - powiedziałam składając list
- Masz zamiar coś z tym zrobić? - spytała Miley
- Nie wiem, mam mętlik w głowie. - usiadłam na kuchennym krześle
- Podała ci adres, prawda? - spytał blondyn
- Tak.
- Mogłabyś pojechać się z nią spotkać.
- "Nie postąpiłam jak prawdziwa matka". Myślisz, że łatwo jest wybaczyć odejście matki, zwłaszcza, że nie wiem dlaczego odeszła.
- Napisała, że przez ojca. - powiedział mój brat
- Tylko, że przed jej zniknięciem byliśmy przykładem prawdziwej rodziny. Nigdy nie słyszałam, żeby się kłócili. - powiedziałam
- Każdy związek ma jakieś odłamy. - odezwała się moja przyjaciółka
- Nie prawda, nasz jest idealny. - powiedział Kendall
- No właśnie co ty sobie myślisz, my jesteśmy przykładem idealnego związku.
  Wszyscy się zaśmieliśmy. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Damian poszedł otworzyć drzwi. Po chwili dobiegł nas śmiech i głos Harrego.
- Twój brat przyszedł. - powiedziałam obojętnie patrząc na Miley
- Tak przyszedłem, a ty mogłabyś włożyć w to więcej entuzjazmu.   
  Harry wszedł do kuchni w towarzystwie Seleny, Justina i mojego brata.
- Nie widziesz przecież skacze pod sufit.
  Wstałam i lekko podskoczyłam. Zaśmieliśmy się.
- Nie masz humoru? - spytał Justin
- Moja mama sie odezwała.
- Jak? Z zaświatów?
- Okazuje się, że ona nie umarła. Tylko uciekła od mojego ojca, ale mniejsza o to. Co was tu sprowadza?
- Przyszliśmy sprawdzić czy nie potrzebujecie pomocy.
- Jakbyście przyszli pół godziny wcześniej to jeszcze byłoby co robić, a z resztą jest już późno. - powiedziała Miley
- No to wracamy do domu. - powiedział Harry
- Dzięki za długie odwiedziny. - powiedział Damian z sarkazmem
- Ciesz się, że wogóle cię odwiedzieliśmy. - powiedział Justin
  Zaśmieliśmy się i pożegnaliśmy się z Damianem. Umówiliśmy się, że jutro wieczorem idziemy do klubu i każdy wrócił do swoich domów.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Hej.
Jak wam się podoba rozdział?
Wiem, że jest krótki ale ostatnio mam mało weny.
Czekam na opinie w komentarzach :)

sobota, 12 lipca 2014

Chapter 30

Krótka informacja. Zdania pogrubione są wypowiedziane po polsku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po tygodniu spędzonym w Polsce wróciliśmy do Londynu. Przez ten tydzień zdarzyło się pare rzeczy, przedewszystkim: poznałam mojego brata, który jest bardzo sympatyczny i najprawdopodobniej wpadł w oko mojej przyjaciółce Miley. Dowiedziałam się też, że pracownicy polskiej Biedronki nie za dobrze znają język angielski. Stwierdziłam, że przed następnym wyjazdem do Polski poduczę ich kilku podstawowych zwrotów. Nie wiedziałam tylko, że ten wyjazd może nastąpić szybciej niż mi się zdawało...
  Usłyszałam dźwięk dzwonka. Wczoraj posiedzieliśmy trochę i wszyscy pozasypiali na kanapie. Wstałam i podeszłam do drzwi. Stał w nich...
- Damian. - powiedziałam i go przytuliłam
- Cześć Kamila. - odwzajemnił uścisk
- Wejdź. - weszliśmy do środka - Co cię sprowadza do Londynu?
- Dostałem pracę jako ordynator chirurgi w pobliskim szpitalu.
- Awans? - spytałam kiedy prześliśmy do salonu
- Tak. - odowiedział - A wy po imprezie?
- Wczoraj trochę sobie pogadaliśmy. - podeszłam do kanapy i zaczełam wszystkich budzić
- To tak się teraz na to mówi? - Damian się zaśmiał
- Ty się już zamknij. - powiedziałam i się zaśmieliśmy
Po chwili udało mi się wszystkich dobudzić.
- Co jest? - spytał Harry
- Mamy gościa. - wszyscy spojrzeli w kierunku Damiana
- Damian. - powiedzieli
- Cóż za ciepłe powitanie. - powiedział mój brat
- Co cię sprowadza? - spytał Kendall
- Dostałem pracę w pobliskim szpitalu, a teraz szukam noclegu. - odpowiedział
- Mógłbyś się zatrzymać u nas, ale nie ma już miejsca. - powiedział Justin
- Ale dom Amy stoi wolny. - powiedziałam - Mógłbyś tam pomieszkać.
- Dzięki. - odpowiedział Damian
- Poczekaj, ubiorę się i cię zapowadze. Idzie ktoś z nami?
- Ja pójdę. - powiedział Kendall
- Ja też. - powiedziała Miley
- Okey.
Poszłam na górę. Ubrałam się, uczesałam i zeszłam na dół. Po chwili zeszli gotowi już Kendall i Miley.
- To jedziemy. - powiedział Damian
Wyszliśmy przed dom, a następnie wsiedliśmy do samochodu. Przejażdżka nie trwała długo i po chwili wszyscy byliśmy pod domem, w którym kiedyś mieszkałam z moją przyjaciółką. Wyciągnęłam z torebki klucze i otworzyłam drzwi. Nic się tutaj nie zmieniło. W przedpokoju nadal wisiało lustro, a obok niego stała szafka z jasnego drewna. Obeszłam cały dom. Wszystko było na swoim miejscu, bo przecież co mogło się zmienić. Nikogo tu nie było od mojej przeprowadzki. Czasem miałam myśli, żeby tutaj wrócić, ale znając moich przyjaciół nie pozwoliliby mi na to, więc nawet nie zaczynałam tematu.
- Wszystko jest okey, tylko trzeba będzie tutaj trochę ogarnąć. - powiedziałam
- Może ty i ja weźmiemy dół, a chłopacy wezmą górę. - zaproponowała Miley
- Okey. - powiedział Damian i wraz z Kendallem poszli do góry
Razem z Miley postanowiłyśmy zacząć od salonu. Wytarłyśmy kurz z telewizora, następnie z szafki, potem ja pozamiatała, a Miley potem zmyła podłogę.
W kuchni pozmywałyśmy naczynia, które stały bardzo długo. Wyrzuciłyśmy przeterminowaną żywność i powucierałyśmy kurze z szafek.
- Chodźmy na zakupy. Kupimy jedzenie dla Damiana. - powiedziała Miley
- No dobra. - powiedziałam
- Zaraz wrócimy! - krzykneła moja przyjaciółka i wyszłyśmy
Poszłyśmy do supermarketu. Nke było dalejo, bo tylko musiałyśmy przejść pięćdziesiąt metrów i byłyśmy na miejscu. Kupiłyśmy produkty spożywcze i wróciłyśmy do domu.

***Kendall***

Razem z Damianem poszedłem na górę, ale zamiast sprzątać zajeliśmy się rozmową.
- Kendall.
- Tak?
- Dlaczego Kamila tutaj nie mieszka? - spytał
- Na początku mieszkała tutaj z przyjaciółką, która później chciała wrócić do rodzinnego domu i zgineła w wypadku samochodowym. Kamila pomieszkała tutaj może jeszcze jeden dzień i włamał się tu jej były chłopak. Wszyscy stwierdzili, że będzie bezpieczniej jak zamieszka z kimś z nas. - odpowiedziałem
- Co jest teraz z jej byłym?
- Chyba jest w więzieniu. Nic nam nie wiadomo, żeby wyszedł.
- Zaraz wrócimy! - usłyszałyśmy krzyk Miley
- Lepiej zabierzmy się za sprzątanie, bo jak one wrócą i zobaczą, że nic nie zrobiliśmy, to będzie po nas. - powiedziałem
Zaśmieliśmy się. Sprzątanie nie zajeło nam dużo czasu. Pomogłem jeszcze Damianowi poukładać jego rzeczy na półkach i usłyszałyśmy jak dziewczyny wchodzą. Wyciągnąłem z walizki jeszcze jakąś koperte.
- Co z tym? - spytałem
- Prawie o tym zapomniałem. To dla Kamili, ktoś wysłał na mój adres.
Damian chwycił kopertę i zeszliśmy na dół.

***Kamila***

Chwilę po tym jak weszłyśmy do domu na dół zeszli chłopacy.
- Nie musiałyście tego wszystkiego kupować. - powiedział Damian
- Nie możesz podziękować i nie narzekać?
- Dziękuję. - powiedział - Mam coś dla ciebie. Ktoś wysłał na mój adres.
Wręczył mi kopertę. Obejrzałam ją z dwóch stron.
- Nie ma nadawcy. - powiedziałam
Otworzyłam kopertę i przeczytałam treść. Nie mogłam w to uwierzyć...

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Chapter 29 + przeprosiny

Wstałam około ósmej, ciężko ruszyłam się z łóżka i zeszłam na dół.
W kuchni przywitały mnie niepozmywane naczynia po wczorajszej kolacji. Włożyłam wszystkie do zmywarki.
Podeszłam do czarnej lodówki. Z produktów, które dałoby się jeść było tylko mleko, więc je wzięłam.  Z półki, która była zaraz koło lodówki, wzięłam płatki owsiane. Wsypałam je do miski, a następnie wlałam do nich mleka. Wyciągnęłam z szuflady łyżkę i zaczęłam jeść.
Po pięciu minutach zeszła Miley.
- Hej. - przywitałam się z nią
- Cześć. - powiedziała, była nie w humorze
- Czemu jesteś smutna?
- Nie jestem smutna tylko zamyślona.
- To ty myślisz? - uśmiechnęła się
- Czasem. - tym słowem wywołała uśmiech na mojej buzi
- To nad czym myślisz?
- Masz takiego przystojnego brata, a mi musiał się trafić Harry. - zaczęłam się śmiać
- A tak na serio, o czym myślisz? - spytałam przez śmiech
- Właśnie ci powiedziałam. - jeszcze bardziej się roześmiałam - Taka prawda. Damian jest taki przystony i słodki, a Harry taki...
- Przyznaj, że ci się spodobał jej brat i nie wiedziałaś jak to powiedzieć. - usłyszałyśmy głos Seleny, udało mi się opanować śmiech
- Skąd wiedziałaś?
- Harry do brzydkich nie należy, a poza tym zawsze kiedy podoba ci się jakiś chłopak to zaczynasz kręcić, że Harry jest zupełnym przeciwieństwem tego. - odpowiedziała jej Sel
- Trzeba zapamiętać. - powiedziałam
Wstałam i podeszłam do zlewu. Umyłam łyżkę i miskę, a następnie postawiłam naczynia na suszarce.
- Co proponujesz do jedzenia? - spytała Selena
- Są płatki... i płatki... O! I jeszcze płatki. - odpowiedziałam
- Hmm... To ja chyba zjem płatki. - powiedziała Miley
- Dobry wybór, ale zróbcie sobie. - powiedziałam
- Dobra, ale jak zjemy to idziemy po coś do jedzenia, bo długo na tych płatkach nie pociągniemy.
- To ja idę się ubrać.
Poszłam na górę. Weszłam jak najciszej do pokoju, żeby nie obudzić Kendalla. Wziełam ciuchy z szafy, poszłam do łazienki i się ubrałam. Włosy upiełam w tak zwany koński ogon.
Zeszłam do kuchni, gdzie dziewczyny właśnie skończyły jeść.
- Idźcie się ubrać, a ja umyje po was.
Dziewczyny poszły na górę, a ja wykonałam tą samą czynność co wcześniej z moją łyżką i miską. Zanim dziewczyny wróciły zdążyłam porozstawiać naczynia na suszarce.
- Idziemy? - spytała Selena
- Czekamy na Miley. - powiedziałam
- Już jestem. - usłyszałyśmy głos wyżej wymienionej, która była na schodach
- Teraz możemy iść.
Poszłyśmy do tej same Biedronki co.wczoraj. Miałyśmy najbliżej, a dziewczynom nie chciało się długo chodzić. Kupiłyśmy wszystko co miałyśmy i wyszłyśmy ze sklepu.
- Dziewczyny traficie do domu? - spytałam
- A co? - spytała Miley
- Ja jeszcze gdzieś pójdę.
- Jasne. - powiedziała Selena i poszłyśmy w nasze strony
Skierowałam się do parku, w którym znajdował się cmentarz. Miałam zamiar "odwiedzić" grób mamy. Miałam duże wątpliwości czy ktoś chociaż czasem zapalał tam znicz. Chociaż nasza rodzina zaczęła się walić dopiero po jej śmierci.
W budce kupiłam czerwony znicz w kształcie serca. Szłam cały czas prosto. Grób mamy znajdował się na końcu cmentarza, więc nie trudno trafić.
Kiedy się przy nim znalazłam, aż mnie zatkało ze zdziwienia. Grób był odnowiony, postawiono na nim około dziesięciu zniczy, a obok były porozsadzane kwiaty. Kiedy zdziwienie opadło postawiłam znicz. Siedziałam na cmentarzu wieczora. Nawet nie zauważyłam, kiedy czas minął. Wróciłam do domu.
- Gdzie byłaś? - spytał Kendall
- Na spacerze. - odowiedziałam - Gdzie wszyscy?
- Poszli spać. - ziewnął
- I ty też lepiej się połóż. - powiedziałam
- Czekałem na ciebie. Dobranoc. - pocałował mnie w policzek i poszedł do góry
Poszłam do łazienki. Przebrałam się w piżamę i położyłam obok Kendalla. Po chwili zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej.
Jak wam mijają wakacje?
Chciałabym was przeprosić, że tak długo nic nie dodawałam, ale miałam głowę zawaloną szkołą. Wiecie poprawki, a potem jescze zostawanie po szkole, bo próby poloneza i zakończenia. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Do następnej notki :)

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Chapter 28

Hejeczka.
Takie krótkie info przed rozdziałem. Zdania pogrubione są wypowiedziane po polsku. To tyle, a teraz zapraszam na rozdział.



Drzwi otworzył nam wysoki szatyn. Wyglądał na trochę starszego ode mnie. Chciałam "oddać pałeczkę" Kendallowi, ale on nie mówi po polsku.
- W czym mogę państwu pomóc? - spytał
- Jesteś Damian Łagodzki? - odpowiedziałam pytaniem
- Tak. - powiedział niepewnie
- Jestem Kamila Wróżkowska i...
- Ty jesteś moją siostrą? - przerwał mi
- Właśnie to chciałam ci powiedzieć. - uśmiechnęłam się
- A to kto? - wskazał na Kendalla
- To mój chłopak. Kendall. On nie mówi po polsku. - wyjaśniłam, a Kendall spojrzał na mnie - Umiesz mówić po angielsku? Czułby się pewniej.
- Jasne. Może wejdziemy do środka?
- Z chęcią, bo przyznam, że zaczynam marznąć. - powiedziałam
Damian wpuścił nas do środka i zaprowadził do salonu. Zaproponował nam herbatę na.rozgrzanie i poszedł do kuchni.
- I co jest aż tak źle? - spytał mnie Kendall
- Skąd ja mogłam wiedzieć, że będzie miły, mógłby być psychopatą z piłą łańcuchową.
- Miley wtedy żartowała. - powiedział i zakończyliśmy nasz krótki  dialog, ponieważ wrócił Damian
Później rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od zawsze. Zaprosiliśmy Damiana na kolacje i wracaliśmy do domu.
- I jak tam spotkanie z bratem? - spytała Miley, która jako pierwsza pojawiła się przy nas
- Dobrze, zaprosiliśmy go na kolacje. - powiedziałam
- A jest przystojny? - spytała
- To mój brat, nie mi to będzie oceniać.
- Dobra ja to ocenie. - powiedziała, a ja z Kendallem się zaśmieliśmy
- Gdzie reszta naszej bandy? - spytał Kendall
- Wyszli do sklepu po coś na kolacje. - odpowiedziała 
- Ciekawe czy sobie poradzą. - po chwili usłyszałam dzwonek telefonu, dzwoniła Selena

K:Kamila        S:Selena

K: W którym sklepie jesteście?
S: W tym markiecie na rogu. 
K: Zaraz będę. - rozłączyłam się

- Zaraz wracam. - powiedziałam i wyszłam
Szłam do markietu na rogu, którym okazała się Biedronka. Weszłam do środka i zastałam moich przyjaciół próbujących dogadać się z kasjerką.
- Selena, co jest?
- Bo Miley wysłała nas do sklepy po coś na kolacje, a tu są tacy nieumiejętni ludzie, że nie umieja najprostsych zwrotów po angielsku.
- Witaj w Polsce. - powiedziąłam do niej - Ile płącą? - spytałam kasjerki, a tej najwyraxniej ulżyło, że mówię po polsku
- Pięćdziesiąt trzy złote i sześciedziesiąt trzy grosze. - odpowiedziała
Zapłacilismyi wyszliśmy ze sklepu. 
- Mało wydaliście. - stwierdziłam
- Ale kupiliśmy tyle, żeby starczyło dla siedmiu osób. - powiedział Harry
- Siedmiu? Skąd wiedzieliście, że zaproszę Damiana?
- Gdyz ciebie da się lubić i podejrzewaliśmy, że jesli to nie będzie psychpoata to napewno go zaprosicie. 
- Jednak trochę mnie znacie. - powiedziałam
Weszlismy do domu. Miley i Kendall siedzieli w salonie oglądając film. Kiedy zobaczyli moich przyjaciół zaczęli się śmiać. Miley wstała z kanapy i razem z Selena poszłyśmy do kuchni przygotowywać  kolacje. 
- Tylko powiedz twojemu bratu, ze ma się ubrać na luzie.
- Okey. 
Wytarłam ręcę i wziełam telefon do ręki. Napisałam do mojego brata;

Tylko wiesz, na kolacje przyjdź ubrany na luzie. To nie jest żadne rodzinne spotkanie, tylkokolacja z moimi znajomymi. 

Okey, a o której mam być?

Tak o 19. 

To dozobaczenia.

Odłożyłam telefon i zabrałam się za kończenie kolacji. Kolacja była gotowa przed dziewietnastą, a równo o tej godzinie rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę. - powiedziałam i podeszłam do drzwi, po czym je otworzyłam - Cześć. Nie uprzedziłam cie wcześniej, ale musimy rozmawiać po angielsku. 
- Mi to nie robi problemu. 
Weszlismy do salonu. Przedstawiłam ich sobie. Podałyśmy z dziewczynami kolacje, którym były sałatka owocowa i cos jeszcze ale nie wiem jak to sie nazywało, ponieważ to przygotowała Selena z przepisu, który znała na pamięć. Kolacja minęła bardzo miło i sympatycznie. Po kolacji zajęliśmy sie jeszcze rozmową wszyscy bardzo polubili m ojego brata, a najbardziej chyba Miley. Podejrzewam, że między nimi w przyszłości coś będzie. Około dwudziestej Damian poszedł do domu, a my zmeczeni po wyczerpującym dniu położyliśmy sie spać. 

Nowy bohater


Imię Damian
Nazwisko Łagodzki
Wiek 22  lata
Opis Brat Kamilii. O istnieniu siostry dowiedział się od ojca, z którym niedawno odnowił kontakty. Postanowił ją odnaleźć jednak jego praca mu to uniemożliwia. Jest lekarzem w miejscowym szpitalu. Specializuje się w chirurgii, tak jak jego siostra. 

sobota, 24 maja 2014

Chapter 27

- Jak to mam brata? - spytałam nadal zszokowana
- Chcesz o tym rozmawiać na dworze? - odpowiedział pytaniem
- Wejdź. - powiedziałam
Całą trójką weszliśmy do środka. Usiedliśmy w salonie.
- To wytłumacz mi, jak to możliwe, że mam brata.
- Zanim związałem się z twoją mamą, byłem z inną kobietą i ona urodziła mi syna. Ma na imię Damian i mieszka w Polsce. Pracuje w szpitalu.
- Wiesz co, chyba będzie lepiej jak sobie to wszystko przemyślę. - powiedziałam
- Rozumiem.
Powiedział i wyszedł. Nie mogłam tego pojąć. Przez dwadzieścia lat mam brata i nic o nim nie wiem. Chociaż wiem po kim mam zamiłowanie do medycyny.
- Zostać?? - spytał Kendall
- Możesz, ja mam dość wrażeń na dzisiejszy dzień.
- Idź się połóż. - powiedział
Wstałam z kanapy i skierowałam się do łazienki. Umyłam się i przebrałam się w piżame. Położyłam się i po chwili zmożył mnie sen.

***Następny dzień***

Obudziłam się po dziewiątej. Nie zdziwiłam się, bo przecież poszłam późno spać. Zeszłam na dół. Siedzieli tam Selena, Justin, Kendall, Harry i Miley.
-Jak się spało? - spytała Sel
- Wyspałam się, a to najważniejsze. - usiadłam na kanapie
Zauważyłam, że wszyscy są w piżamach, czyli Miley i Harry zostali na noc. Chyba, że przybiegli rano w piżamach. Oni są do tego zdolni.
- Jak się czujesz?? - spytał Kendall
- Wczoraj dowiedziałam się, że od dwudziestu lat mam brata, jak mam się czuć??
- Wiesz, ja o istnieniu Harrego dowiedziałam się jakieś półtora roku temu i żyje.
- Serio??
- Tak. - odpowiedział Harry
- Zamierzasz coś zrobić z tą wiadomością? - spytał Justin
- Myślałam nad wylotem do Polski i odnalezieniu go.
- Popieram. - powiedzieli wszyscy równocześnie
- Dziwnie to wyszło. - powiedziałam
- Wiemy. - powiedziała Sel
- Serio myślicie, że powinna??
- Wiesz zawsze może się okazać wariatem z piłą łańcuchową. - powiedziała Miley
- Teraz to mnie przekonałaś. - zaśmieliśmy się
- Kamila, ale wiesz, że jedziemy z tobą?? - spytał Kendall
- Innej opcji nie widzę. Stare mieszkanie mojej cioci stoi puste, moglibyśmy tam chwilę pomieszkać.
- To lecimy do Polski. - powiedział Harry, a my się zaśmieliśmy

***2 dni później***

Jesteśmy już w Polsce. Poszukiwania Damiana się zaczęły.  Nie jestem przekonana do tego pomysłu. Co jeśli mi nie uwierzy? Co jeśli nie będzie chciał ze mną rozmawiać? Raz kozie śmierć.

- Mamy jego adres. - powiedział Kendall, kiedy rano zeszłam na śniadanie
- Super. - powiedziałam
- Nadal nie jesteś do tego przekonana? - spytała Sel
- Co jeśli okaże się psycholem??
- Ja wtedy żartowałam. - powiedziała Miley
- A ja pójdę z tobą. - powiedział blondyn
- Niech wam będzie.
Zjadłam kilka kanapek przygotowanych przez dziewczyny. I poszłam się ubrać. Potem pojechaliśmy pod adres, który udało się znaleźć chłopakom. Staliśmy już pod drzwiami.

- Gotowa?? - spytał Kendall
- Bardziej nie będę. -
Zapukałam do drzwi.